poniedziałek, grudzień 29th, 2008 | Author: admin

Dawno o polskim filmie nie było tak głośno, jak ostatnio o “Wiedźminie”. Film obejrzałem, zaś z moimi wrażeniami będziecie mogli zapoznać się w tejże recenzji. Zanim jednak do niej przejdziemy, pozwólcie mi wyrazić swoją opinię, na temat kręgu osób, zwących się wszem i wobec “obrońcami jedynego prawdziwego wizerunku Wiedźmina”. Huh, nieźle, chociaż jak dla mnie obrońcą wizerunku tej postaci może być tylko i wyłącznie jedna osoba - Andrzej Sapkowski.

I tak, wierni fani, wielkie autorytety fandomu ŚF, który tak na marginesie jest jak dla mnie bandą zadufanych w sobie gamoni, miotały pioruny na film, którego nawet nie widzieli. Krytykowali Żebrowskiego, bo “zbyt lalusiowaty”, chociaż tak naprawdę Żebrowski zagrał doskonale, ba, zaryzykowałbym twierdzenie, że bardziej zasługuje na miano “gwiazdy”, niż mierny, ale wierny Russel Crowe, uznany za gwiazdę wielkiego formatu, po doskonale debilnym, pozbawionym realizmu, ale za to efekciarskim i schematycznym “Gladiatorze” .

Ja pozwolę sobie zacytować nie kogo innego, jak samego Andrzeja Sapkowskiego - przytoczenie wypowiedzi, z których wynika jaki jest jego punkt widzenia na “Wiedźmina” , ale nie książkowego, tylko w konwencji filmowej.

Dlaczego się zgodził na produkcję? “Zdałem sobie sprawę ze smutnego faktu, że Steven Spielberg raczej nie przyjdzie”. Zaś o samym filmie: “(…) w pełni akceptuję zarówno ich (twórców filmu - przyp. edito) swobodę twórczą, jak i prawo do własnej koncepcji artystycznej”. Więcej? Proszę bardzo! “Gdy przy okazji ekranizacji Potopu zaczął się ogólnopolski dźihad o jedynie słuszne wizerunki Kmicica i Oleńki, nie mogłem pojąć, o co tym ludziom idzie. Książka to książka, film to film. Basta!” .

I ja proponuję to sobie wziąć za kredo: “książka to książka, film to film” . Mówi o tym autor przygód o Geraltcie, zaprzeczają temu czytelnicy, których związek z książką ogranicza się tylko do jej przeczytania.

Wróćmy jednak do samego filmu. Czego możemy się spodziewać po filmie 100 razy tańszym od wchodzącego wkrótce do kin “Władcy Pierścieni”? Ano teoretycznie niewiele, lecz zważywszy na skromne możliwości budżetowe jakimi dysponował Brodzki, nawet dużo.

Oczywiście trudno oczekiwać rewelacji. Nie oszukujmy się - nie znajdziemy tutaj wioski elfów, czy też osady krasnoludów, choć ci ostatni w filmie występują. Nie znajdziemy dziwacznych konstrukcji, bądź masy efektów specjalnych. Nie odnajdziemy wreszcie tego wszystkiego, co znajdujemy w prozie Sapkowskiego. Pomimo to jednak, film jest niezły i mnie się podobał. Powiem nawet, że po wyjściu z kina, byłem zadowolony.

Wiele osób zarzuca filmowi, że to co się dzieje na ekranie, nie pokrywa się z tym co było w opowiadaniach. No i co z tego? A kto powiedział, że MA się pokrywać? Film się rządzi swoimi własnymi prawami i jestem pewien, że “Władca Pierścieni” również nie będzie w pełni odzwierciedlał tego, co znajdziemy w jego książkowym pierwowzorze. No i bardzo dobrze.

Mistowi nie podobały się potwory. Przyjrzyjmy się im więc bliżej. Są jakie są. Część jest wygenerowana komputerowo, część to kukły. Jeśli jednak chodzi o te drugie, to nie ma co narzekać, gdyż są to jedynie migawki i doprawdy wcale tego tak wyraźnie nie widać, że są z gumy. Jeśli zaś chodzi o generowane komputerowo, to w Polsce nie działa Industrial Light & Magic, więc nie ma co sie spodziewać efektów na miarę nowych “Gwiezdnych Wojen”. Efekty jednak nie są złe. Smok jest komputerowy i trudno by było inaczej - w ZOO ich nie ma. Czy jest dobrze zrobiony? Na pewno nie źle. Mnie tam się on podobał. Co się zaś tyczy tych skaczących potworków pod koniec filmu, to moim zdaniem są wykonane bardzo dobrze. Taki mały Jurassic Park ;). I potwory te nie są tyle jasne, ile raczej mają świecące oczy.

Co do samego filmu, to nie można narzekać. Był to jeden z niewielu polskich filmów, w których te dialogi, które miały śmieszyć, przynajmniej mnie śmieszyły. Niektórych jednak bawiły inne rzeczy - np. salwę śmiechu wywołało na sali kinowej pojawienie się rycerza, granego przez “Stępnia z 13″. Cóż, świadczy to niewątpliwie o naszym społeczeństwie i jego upodobaniach telewizyjnych… no i oczywiście o tym, iż niewiele mu trzeba by wprawić je w dobry nastrój… Natomiast w filmie było kilka rzeczy, które były rzeczywiście śmieszne, chociaż zapewne stałych widzów “Trzynastego” niezbyt one bawiły. I tak, mnie podobał się fragment walki pomiędzy zakonnikiem, a Geraltem, a zwłaszcza jej podsumowanie przez obserwującego ją krasnoluda. Przekomiczny był moment polowania na smoczego dzidziusia oraz spotkanie z “mistrzem miecza” .

Żebrowski zagrał bardzo dobrze, o tym zresztą pisałem już wyżej. Co do dziewczynki grającej Ciril… moim zdaniem nie ma co narzekać! Bo mało mimiki? A czego oczekiwać po dziecku, które straciło oboje rodziców i cudem zostało uratowane? Uśmiechu na ustach? Ja bym właśnie oczekiwał powagi, tym bardziej, iż w świecie fantasy dzieci z reguły są nad wyraz dojrzałe jak na swój wiek. No i nie zapominajmy, że to księżniczka.

To co się również chwali to fakt, że główna negatywna postać nie ginie jak w debilnych filmach amerykańskich - bohater przez 90 minut filmu sieka setki gości, zaś z czarnym charakterem ma tyle problemów, że zabicie go zajmuje mu 20 minut filmu. No i ten oczywiście przeżywa i mści się w sequelu. He, he.

Podsumowując, film jest dobry. Nie rzuca może na kolana, ale po raz pierwszy mamy do czynienia z wysokobudżetową produkcją, która nie dotyczy historii Polski, bądź historii w ogóle (vide: Quo Vadis). Jest to film raczej typowo rozrywkowy, bo przecież prozę Sapkowskiego, choć doskonałą w słowie, trudno
nazwać ambitną. I mogą się sypać gromy z jasnego nieba, można mnie wyzywać od lamuchów, a ja zdania nie zmienię. Powieść “fantasy”, to jak sama nazwa wskazuje przedstawienie świata nierealnego. Niektórzy się doszukiwali np. we “Władcy Pierścieni” nawiązań do działań Hitlera, chociaż prawdę mówiąc, wszystko podciągnąć można do wszystkiego. A zatem ja sugeruję, by wybierając sie do kina, książki Sapkowskiego zostawić na zewnątrz, zaś w fotelu usiąść wygodnie i koniecznie nie nastawiając się na replikę książki. Z takim nastawieniem, film powinien się spodobać.

Ural.Suspend

Artykuł opublikowany w magu Budyń #4

Tags: ,
Category: Film
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
Leave a Reply