poniedziałek, grudzień 29th, 2008 | Author: admin

Procenty najlepiej smakują w towarzystwie. Wraz z kolejną buteleczką poprawiają się humory, ludzie stają się szczersi. I gadatliwsi. Można się dowiedzieć paru ciekawych rzeczy, czasem bardzo pomocnych… Jednak alkohol ma to do siebie, że można w siebie wlać ograniczoną jego ilość. I jeżeli ktoś nie będzie uważał na pierwsze symptomy, jak: kręcenie w głowie, podwójne widzenie i chwiejny krok (swoją drogą przezabawnie animowany), może skończyć - nie wiedząc kiedy i jak - za karczmą. W rynsztoku. Co ciekawe wiedźmin może posiąść specjalną umiejętność „rausz”, która sprawi, że będzie skuteczniej walczył pod wpływem alkoholu. Taki Geralt - Pijany Mistrz.

Jeśli mamy ochotę na niezobowiązującą rozróbę, to w karczmie zawsze znajdzie się ktoś chętny, aby sprawdzić swoje szanse z wiedźminem. Na pięści i o pieniądze.

Pomimo tego, że świat w Wiedźminie jest rozległy i pełen możliwości, nie należy nastawiać się na zbytni realizm. Na przykład - panuje w nim pewien rodzaj komuny. Nie takiej, w której wszystkie dobra należą do wszystkich. Tylko takiej, w której wszystko należy do Geralta. Może on wejść do każdego budynku, przeszukać szafki i zabrać, co mu się żywnie podoba. I to pod okiem gospodarza. Ale - faktem jest, że bywają w miastach dzielnice, w które lepiej nie zapuszczać się po zmroku. Jednak w Wiedźminie to bandyci powinni bać się takich miejsc. Bo w każdej chwili może wtargnąć tam Geralt oraz bez ostrzeżenia i prowokacji roznieść w pył wszystko, co nawinie mu się pod miecz. Ciekawe, że strażników jakoś nie interesuje, dlaczego w okolicy wymarło życie… Nawet, gdy zdarza się im potykać o zwłoki.

A Geralt ma niebywałą moc przetwórczą, jeśli chodzi o produkcję nieboszczyków. To taka mała epidemia dżumy o ograniczonym zasięgu. Ograniczonym do jego miecza i ewentualnego doskoku. Wiedźmin na wszystkich ma swój sposób. Na potwory - srebro. Na ludzi - zwykłe żelazo. Na dużych i powolnych przeciwników, mogących bez problemu sparować grad ciosów w stylu szybkim, ma styl mocny. Jednak jego ciosy bywają łatwe do uniknięcia przez co zwinniejszych wrogów. Oczywiście nikt z chociaż szczątkowym instynktem samozachowawczym nie stara się nawet podchodzić do wiedźmina w pojedynkę. Wszyscy znają przysłowie o Herkulesie, pośladkach i tzw. kupie. Jednakże nie sprawdza się ono w stosunku do wiedźmina. Bo ten dysponuje stylem grupowym.

Aby gracz okiełznał ten wiedźmiński żywioł, rodzimi twórcy wymyślili rewolucyjny, wprost genialny system walki. Doszli do wniosku, że niepotrzebna jest ogromna liczba combosów, bo gracze i tak zazwyczaj korzystają z tych samych zagrań - co sprowadza się do pewnej monotonii. Raz - robienia tego samego. Dwa - oglądania tego samego. Więc, jak to urozmaicić? Przede wszystkim, niech gracze przestaną walić w kilka klawiszy/przycisków. Niech zaczną skupiać się nad tym, co robią. Niech wyczekują, kiedy kursor się zmieni i dopiero wtedy klikną. Wtedy Geralt wyprowadzi kolejne ciosy z serii. Każdy kolejny - inny, skuteczniejszy.

Jednak nawet wiedźmin nie jest w stanie atakować, gdy np. jest martwy. Dlatego trzeba włożyć trochę wysiłku w unikanie ciosów. Gdy kliknie się dwa razy obok Geralta, wtedy taktycznie przemieści się on w wybranym kierunku. Wykonując - w zależności od sytuacji, w jakiej się znajduje i jakim stylem walczy - np. piruet lub odskok.

Do tego Wiedźmini potrafią rzucać proste wspomagające zaklęcia, zwane znakami. W grze będzie ich pięć rodzajów. Igni - do przypiekania, Aard - do odrzucania silnym uderzeniem mocy, Yrden - do zakładania pułapek, Aksji - do zawładnięcia umysłem i Quen - do tworzenia pola ochronnego. Każdy z tych czarów, po wykupieniu odpowiedniej umiejętności, będzie można rzucić z tzw. power-upem. Wtedy np. Igni zmieni się w… fireballa. Wiedźmin ciskający płomienne kule? No cóż…

Zaskakujące jest to, że walka, która teoretycznie sprowadza się do klikania w odpowiednim czasie, jest dynamiczna, zajmująca i… trudna. Bo - aby wyprowadzić wiedźmina cało z co większych potyczek - trzeba umiejętnie korzystać z wszystkiego, co przygotowali twórcy. Zmieniać style w zależności od tego, z kim walczymy, stosować uniki i znaki.

Najtrudniejszych walk nie będzie można jednak wygrać bez odpowiednich mikstur. Alchemia jest dosyć istotną częścią gry. Na szukaniu składników, receptur i sporządzaniu soczków spędzimy trochę czasu. Będzie warto, bo potrafią zamienić Geralta w kawał cyborga. Mikstur jest cały zestaw. Od takich, których działanie trwa kilka minut, po te skuteczne nawet przez osiem godzin. Są proste - pozwalające widzieć w ciemności czy regenerować zdrowe. Są i potężne - przyśpieszające ruchy, wywołujące efekt tzw. bullet-time’a, kiedy wszystko (oprócz wiedźmina) się spowalnia.

Jednak owe mikstury są bardziej toksyczne niż radziecki bimber. Dlatego w tym samym czasie można być pod działaniem góra kilku eliksirów. I to nie tych najmocniejszych.

Podczas potyczek, kiedy my tylko klikamy w odpowiednim czasie, nasz wiedźmin w wirze walki wykonuje swoisty taniec wojny. Precyzyjne, dynamiczne, przecudownie animowane ruchy Geralta wyglądają oszałamiająco. Bije z nich wyszkolenie, kunszt i nienaturalna sprawność wiedźmina.

Walka jest brutalna. Tryska osocze, lecą głowy. Nawet kilka naraz. Widać rany na ciele wrogów. Umoczony we krwi miecz roznosi i pokrywa juchą wszystko dookoła. Dosłownie. Bo wiedźmin bardzo lubi kręcić młynki…

Warto też wspomnieć o systemie kamer. Są do wyboru tryby izometryczne dla oldskulowców. I tryb a’la Resident Evil 4 i Gears of War z kamerą zawieszoną z boku nad ramieniem Geralta. Wtedy poruszamy się WSAD’em. Atakujemy klikając na przeciwniku, a unikamy wciskając dwa razy kierunek.

Geralt, tak jak przystało na bohatera cRPG, zdobywa doświadczenie, awansuje na kolejne poziomy i rozwija umiejętności. Jest ich kilka drzewek. Osobne dla takich współczynników, jak: wytrzymałość, siła, itp. Osobne dla znaków. I inne dla wszystkich stylów walki.

Po ośmiu godzinach spędzonych z Wiedźminem mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że nie będzie żadnego, ale to naprawdę żadnego powodu, aby tej gry nie kupić. To kawał wyśmienitego cRPG z epicką fabułą i klimatem. Do tego z kilkoma sprawdzającymi się patentami - co daje grę minimum bardzo dobrą.

Końcowy efekt mogą jedynie zepsuć bugi. Jednak pisać o nich przyjdzie przy okazji recenzji. Tfu! Tfu! Jakie bugi? Miejmy nadzieję, że czerwona ekipa poradzi sobie ze wszystkimi problemami i już nie będzie tematu.

Category: Gra
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
Leave a Reply